L'biotica krem regenerujący do rzęs.

15:30

Nie dość, że nienawidzę pory roku jaką jest zima, bo jestem zmarzluchem to prowadzi ona do spustoszenia... niszczy włosy, skórę... zimny wiatr wysysa całą wilgoć. Nic dobrego!  Zdecydowanie wolę się pocić i chować przed parzącym słońcem obsmarowana filtrami i nafaszerowana lekami na alergie ażeby nie kichać ( w sumie zimą tez kicham i smarkam, ale z zimna :D ). Jakby mi zimą kołtunów było mało, zauważyłam, że podejrzanie dużo rzęs mi podczas demakijażu ucieka. Postanowiłam zjawisko to zbadać. Technika demakijażu była prawidłowa i delikatna, taka jak zawsze, zalotki nie używałam, kosmetyki te co zawsze, dieta też, a nawet zmieniłam parę rzeczy, bo może coś jednak na dłuższa metę mi szkodziło... nic, dalej wypadały. Zaczęłam się bać o moje firanki, fakt, każda rzęsa żyje 90 dni, ale w takim tempie wypadania bałam się, że mi ich za wiele nie zostanie... Nawet układały się jakoś nie ciekawie, wyglądały jak poczochrane, a olejek rycynowy nie był już satysfakcjonujący. Przeszperałam jeszcze raz blogi, żeby wyczytać opinie nt. odżywki z L'biotici i zdecydowanie kliknęłam na "Kup Teraz" na aukcji Allegro.



Nie pamiętam już ile za nią zapłaciłam, ale chyba 14-15 zł wraz z kosztami wysyłki, czyli dokładnie tyle samo ile powinna kosztować w sklepie, jednak w drogeriach jej raczej nie uświadczycie, a tylko w niektórych aptekach, na pewno jest w SuperPharm, ja niestety musiałam posłużyć się Allegro, gdyż nie wiem czy bym się wtedy jej doszukała w którejś z aptek w moim mieście. Tak było prościej.

Odżywkę należy stosować codziennie, po dokładnym demakijażu na noc, przez 30 dni. Niewielką ilość kremu aplikuje się u nasady rzęs. Aplikacja jest średnia, ale nie należy do najgorszych, większości pasuje.



Odżywkę stosowałam przez 1,5 miesiąca, później już mniej systematycznie, jednak do ostatniej kropli. To co zostało mi na aplikatorze delikatnie wcierałam w rzęsy po długości.
Odżywka używana tym systemem wystarczyła mi na... nie chcę skłamać (nie pamiętam kiedy to dokładnie ją kupiłam), ale chyba na 4 miesiące (rzęsy + brwi). Jest jej 10 ml i jest bardzo wydajna, wystarczy nam tylko odrobinka na rzęsy.


Szerszy opis producenta do waszej dyspozycji :) Skład został nawet przetłumaczony jest to nic innego jak mieszanka olejków, z rycynowym na czele, znajdziemy także pantenol czyli prowitaminę B5 i nieszkodliwy konserwant.
Odżywka nie podrażnia oka, choć raz mi się zdarzyło, gdy miałam lekko zatartą skórę na powiece blisko rzęs, że skóra w siorbała olejki i rano wstałam z okiem, które wyglądało jakbym dzień wcześniej dostała z piąchy. Ale żebyście nie miały tragicznych wyobrażeń zamieszczam zdjęcie:

Co ja pacze? Opuchlizna!

Odżywkę stosowałam także na brwi. Co mogę stwierdzić po jej użytkowaniu?

- odżywia rzęsy i brwi
- przyciemnia włoski
- poprawia ich kondycję
- jasne włoski stają się bardziej widoczne, ciemniejsze i grubsze
- rzęsy mają ładny połysk
- przestały mi nadmiernie wypadać
- wyglądały o wiele lepiej niż przed używaniem kremu
- znowu zaczęły mi wyrastać nowe włoski, niestety tak kolorowo z brwiami nie było


Nie mam innego zdjęcia przed, ale jeszcze na tym ze spuchniętym okiem widać, że moje rzęsy rosły nie równo, przez nadmierne wypadanie wyglądało jakbym miała ubytki. Ogólnie nie spodziewajcie się szału po tej odżywce, na pewno raz na jakiś czas warto sobie ją stosować, bo krzywdy nie zrobi, a odżywi rzęsy, a odżywione i zdrowe rzęsy to piękniejsze rzęsy.

A to zdjęcie po kuracji, może patrząc na zdjęcia nie doszukacie się jakiejś różnicy, więc musicie mi wierzyć na słowo, że jest różnica, po prostu rzęsy są w lepszym stanie, ale odżywka nie spowodowała nagle efektu sztucznych rzęs. Jest po prostu dobrze. Rzęsy zaczęły się normalnie układać, nie wypadają jak szalone i są w dobrej kondycji, nie widać też ubytków, które są widoczne na poprzednim zdjęciu. A brwi na poprzednim zdjęciu wyglądają może lepiej, ale jest to spowodowane świeżą henną ;)



Jedno do czego się mogę przyczepić to fakt, że pod koniec żywotu krem stal się wodnisty i aplikator już do niczego się nie nadawał, wtedy trzeba sobie radzić poprzez użycie starej szczoteczki po tuszu, nakładamy wodnisty krem i wtedy nakładamy. Od razu zaznaczam, że stan mojego kremu nie był taki z powodu zepsucia czy złego przechowywania.

Podsumowując polecam Wam tą odżywkę ;) 


Aktualnie czaję się na odżywkę Revitalash, po wakacjach na pewno ją sobie kupię. Wystarczy mi kuracja na 3 miesiące, mimo to kosztuje z 200 zł... Nie jest ona tania, ale widziałam, że faktycznie działa. Jest to dobra opcja dla osób, które nie są obdarowane rzęsami i tracą pieniądze chodząc na regularne przedłużanie rzęs, co niestety w większości zakładów nie jest robione fachowo i nie wygląda fajnie, a raczej jak poczochrane pióra na rzęsach, osłabia naturalne rzęsy i wychodzi o wiele drożej niż kuracja Revitalash, a na niejednym blogu widziałam wspaniałe efekty tej odżywki.

A Wy, używałyście odżywki z L'biotici, a może Revitalash? Jak wrażenia? Piszcie! :)


Chcecie więcej zdjęć z Warsztatów Nivea? No to macie! - KLIK :)



Zobacz także inne posty

17 KOMENTARZE