Lakier do ust Rimmel Apocalips 501 Stellar

13:32

Odkąd tylko pojawiła się nowość od Rimmel wodziłam za nią wzrokiem, jednak postanowiłam podejść do sprawy zakupu na spokojnie - coś zużyję to kupię nowe w promocji.
Najbardziej podobał mi się kolor Nova, a dzisiejszego bohatera w ogóle nie brałam pod uwagę, jednak oglądając swatche na blogach było w tej czerwieni coś ciepłego i neonowego - zapragnęłam go mieć. Jako, że kolory podobne do Novy już  mam w swojej kosmetyczce, na -40% w Rossmannie porwałam tylko kolor 501.


Cena: 23-26 zł / 5,5 ml
Dostępność: większość drogerii z szafami Rimmel np. Rossmann

Jasne kolory Apocalips, nie są już tak błyszczące i potrafią wchodzić w załamania ust, dlatego te ciemniejsze odcienie cieszą się większą popularnością i zadowoleniem z użytkowania.


Mój kolor to wspominany już 501 Stellar, piękna czerwień, która ani nie jest za bardzo chłodna, ani ciepła w swoim odcieniu, dlatego nabiera uniwersalności.

Na wszystkich blogach, na których oglądałam swatche tego odcienia przed zakupem, wydawał się dużo cieplejszy i dosyć neonowy, co mnie skusiło, niestety w rzeczywistości tego efektu 'wow' nie zauważam, na pewno odcień ten nie ma w sobie nic z tego neona, który widziałam na zdjęciach, a szkoda...Choć, mimo wszystko nie można mu odebrać niewątpliwego uroku.



Producent nieco wprowadza nas w błąd. W masie lip tintów na rynku, lakier do ust kojarzy nam się z czymś co jest równie trwałe, jednak produkt ten nie ma nic wspólnego z tintami. Fakt, jest trwały, ale nie tak jak lip tint, nie wgryza się w usta. Zjada się jak szminka, na szczęście z ust znika równomiernie. Jest na tyle trwały, że nie potrzebowałam co chwila latać i poprawiać ust, bo tego nie lubię, ponadto, kolor się nie marze i nie migruje po twarzy czy zębach ;)

Muszę przyznać, że połączenie aplikacji i połysku błyszczyka z pigmentacją i trwałością szminki jest świetne. Szminek nie lubię, ale większość błyszczyków nie da mi takiego efektu na ustach już nie mówiąc, że lubią się lepić - co tutaj nie ma miejsca, a połysk jest taki jak lubię.



Opakowanie jest eleganckie i trafia w moje gusta, choć nie to jest najważniejsze. Oprócz swojego wyglądu jest też dobrze przemyślane, dzięki zabezpieczeniom widzimy, czy jakieś lepkie ręce dobrały się do naszego egzemplarza w drogerii. Zakrętka posiada tasiemkę i dodatkowo przed pierwszym użyciem pod zakrętką jest pusta przestrzeń, która po wydobyciu aplikatora napełnia się kolorem. Bardzo na plus! 
Sam aplikator jest świetny, nabiera wystarczającą ilość produktu i można nim precyzyjnie i z łatwością pomalować usta.

Podsumowując, dla mnie produkt ten w zasadzie nie ma wad. Jest trwały, ma świetną pigmentację, precyzyjny aplikator, opakowanie jest zabezpieczone, kolory są piękne, mają świetny połysk. Na pewno jeszcze się skuszę na jakiś odcień. Jedyne, na co możecie zwrócić uwagę to - czy nie macie nadmiaru produktu na ustach, raz zdarzyło mi się, że minimalnie odbiło mi się na zębie, widocznie nałożyłam za dużo. Uważajcie też na najjaśniejsze odcienie, nie są już tak dobre - lubią płatać figle.

Macie swoje Apocalips? A może Was nie interesują?


Zobacz także inne posty

32 KOMENTARZE