Akademia Zmysłów L'Occitane: masło shea

19:03



Dzisiejszy post będzie zapowiadał roczną serię comiesięcznych postów, gdzie będę Wam prezentować i krótko recenzować produkty firmy L'Occitane. Każdego miesiąca wraz z kilkoma innymi bloggerkami otrzymujemy pudełko, gdzie znajdujemy kosmetyki pełnowymiarowe jak i próbki, które łączy wspólny składnik miesiąca.



Składnikiem tego miesiąca jest - MASŁO SHEA, które ma działanie nawilżające, odżywiające i ujędrniające skórę.


 Pudełeczko skrywało w sobie krem do ciała Subtelny Fiołek z 25% zawartością masla shea, a także krem do rąk z tej samej fioletowej serii z 20% stężeniem składnika, a także próbkę masełka, serum i kremu z tymże składnikiem. Oczywiście recenzować będę tylko produkty pełnowymiarowe.


Moim zdecydowanym ulubieńcem jest krem. Zamknięty w miłej dla oka i poręcznej puszce. Zawiera 100 ml, treściwej ale lekkiej typowo kremowej konsystencji, która pachnie boooosko. Nie jest to zapach subtelny, ale mi w ogóle to nie przeszkadza! Produkt wchłania się błyskawicznie, zapach utrzymuje się na skórze. Samo działanie jest zadowalające, skóra jest miękka i nawilżona, jeśli chodzi o efekty typowo odżywcze i ujędrniające jest to sprawa długodystansowa, musiałabym zużyć przynajmniej jedno opakowanie by móc coś więcej stwierdzić, w końcu chcę być rzetelna i w 100% z Wami szczera - jak zawsze ;)

Za krem o pojemności 100 ml zapłacimy 85 zł, dosyć sporo, prawda? Skład kremu jest naprawdę dobry, zaraz na początku mamy tytułowe masło shea, wyciąg z fiołka wonnego, olejek z pestek moreli, wyciąg z rozmarynu, róży i olejek słonecznikowy.




Krem do rąk nazywany jest bestsellerem, mała miękka tubka 30 ml, która będzie pasować do każdej torebki. Mnie osobiście irytuje zakrętka, zdecydowanie wolę zamknięcia na klik.
 Krem ma konsystencje nieco bardziej gęstą niż krem do ciała i pachnie delikatniej, za to równie szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na dłoniach, ale pozostawia przez chwilę wyczuwalną otoczkę, która jednak nie przeszkadza.



 Produkt ma za zadanie odżywić, nawilżyć i chronić nasze dłonie, nadaje się do bardzo suchej skóry. Ja może bardzo suchej nie mam, ale suchą owszem. Zdarza się, że po prostu z przyczyn, które do dziś nie są mi znane pocą mi się dłonie, jak wiadomo to dodatkowo obciąża moją skórę, dodatkowo zaczyna się robić coraz chłodniej i zaczął się sezon grzewczy, wymagam więc od kremu nawilżenia i to długotrwałego, tym bardziej, że od roku borykam się z nawracającą egzemą (przyczyna także nie znana, lekarze i ich testy...). Czy krem poradził sobie z wymaganiami? Nie jakoś szczególnie, dla mnie to równie dobrze może być o wiele tańszy krem i działanie jest to samo, czyli nawilża, ale niedługotrwale. Niestety nie odżywia, bo gdyby tak było, potrzebowałabym kremować dłonie znacznie rzadziej. Przynajmniej jeśli chodzi o moją skórę i prawie wyzerowane 30 ml.



Za mniejszą 30 ml wersję tego kremu zapłacimy 29,90 zł, do dyspozycji jest jeszcze wersja 150 ml za 90 zł. Tutaj skład także jest godny pochwały od razu mamy tytułowe masło shea, wyciąg z nasion lnu zwyczajnego, wyciąg z miodu,  ekstrakt ze słodkich migdałów, ekstrakt z korzenia prawoślazu, olejek kakaowy, sterole z nasion rzepaku, wyciąg z róży, olej słonecznikowy.  Na plus zaliczam także wydajność kremu, myślałam, że tym maleństwem długo się nie nacieszę, a jednak wystarczy niewielka ilość by zapewnić nam i naszym dłonion zadowalający efekt.

W tej serii z masłem shea znajdziecie jeszcze takie zapachy jak różany i jaśminowy jeśli nie przepadacie za fiołkiem ;)


Zobacz także inne posty

11 KOMENTARZE