Bronzer W7 Honolulu - matowy bronzer za kilka złotych

18:07


Szukanie matowego bronzera to nie lada zadanie, zwłaszcza jeśli nie mamy grubego portfela i szukamy czegoś bez tonów niczym cegła. Czy bronzer, który wiele razy przewijał się przez blogosferę i kosztuje lekko ponad dyszkę jest warty zakupu? Czy faktycznie jest odpowiednikiem słynnego i niezbyt taniego broznera marki Benefit Hoola?


Patrząc na produkt firmy W7 nie trudno zauważyć, że faktycznie ktoś wzorował się na produktach marki Benefit. Mamy tutaj tekturowe pudełeczko oraz podobny pędzelek. Nawet nazwa ma przywodzić nam na myśl Hoola - tutaj zdjęcie tego bronzera. Kolor, ponoć Honolulu ma być tanim zamiennikiem... Choć Hoola nigdy w rękach nie miałam to naoglądałam się swatchy i testów na YT, także tych porównawczych i mając obok siebie te dwa produkty nie oszukujmy się. Nie jest to odpowiednik, może minimalnie podobny zamiennik na cięższe czasy ;) ale jak dla mnie są to całkiem inne produkty, choć w jakiś kwestiach podobne, lecz tylko podobne.

Ooops! Ślepota, nie złapałam ostrości gdzie trzeba :)

Honolulu można kupić w sklepach online za kilka złotych, ja za swój zapłaciłam 12,90 zł w sklepie Mintishop. Nie jest to ani całkiem matowy bronzer ani całkiem chłodny. Bronzer ten niby na pierwszy rzut oka owszem, wydaje się matowy, ale po tej dobrej stronie mocy. Mam na myśli fakt, że nie jest całkiem suchy i pudrowy. Nie daje płaskiego wykończenia. Jest miałki, nie pyli i dobrze współpracuje z pędzlem nie osypując się na cała twarz i toaletkę, dobrze się rozciera. Napigmentowanie jest świetne, można sobie tym bronzerem zrobić krzywdę, a więc lepiej za pierwszym muśnięciem nałożyć go mniej, a później go ewentualnie dołożyć niż wyglądać jakby się miało zarost czy miało się umazaną buzię ;) Można nim uzyskać zarówno delikatny i naturalny efekt konturowania twarzy jak i nieco mocniejsze wykonturowanie naszych rys. 


 Wcześniej wspominałam, że nie jest to całkiem chłodny bronzer jak się o nim często pisze na innych blogach. Na dłoń nałożyłam nieco więcej produktu i na bladości skóry widać dokładnie, że bronzer ma oliwkowe tony, ale nie jest to produkt jak większość tego typu, że posiada czerwone tony, wyglądając nienaturalnie i do tego jest mega ciemny. Choć ten bronzer nie będzie się nadawał do bardzo jasnych i chłodnych typów urody, jeśli macie jasną karnację, ale w ciepłej tonacji, żółtej lub oliwkowej, w minimalnej ilości bronzer nie zrobi Wam krzywdy i nie będzie wyglądał nie naturalnie, a jeśli się opalicie będzie wyglądał świetnie, bo będzie przypominał naturalną opaleniznę.

Bronzer W7 pokazywałam w ostatnich ulubieńcach, mam go też od miesiąca na każdym filmiku, jeśli macie ochotę zajrzyjcie TUTAJ i zobaczcie go "na żywo", a poniżej przedstawiam Wam zdjęcie wykonane lustrzanką z rąsi w chłodnym świetle dziennym, bronzer jest lekko widoczny, gdyż jestem blada, nie nakładam go dużo, a także nie był poprawiany w momencie wykonywania zdjęcia. Wytrzymuje spokojnie ładne kilka godzin (zależy od warunków i cery) i schodzi równomiernie.

Znacie? Lubicie? Jakie bronzery polecacie? Piszcie :)

Zobacz także inne posty

20 KOMENTARZE