Jaśniejszy kolor włosów z kąpielą rozjaśniającą i farbą Inoa 6.23? - podejście PIERWSZE

17:50



Post będzie długi. Wiem, że w „Internetach” aż roi się od światowej sławy fryzjerów internetowych, więc polecam najpierw przeczytać lekturę (w której wyjaśniam - co, z czym i dlaczego), a następnie przejść do komentowania :)

Pamiętam jak wrzuciłam post z moim ombre, zdjęcia wykonałam sama cyfrówką, nigdy na blogu nie miałam takiego hejtu jak wtedy – oczywiście od anonimów. Ja nic nie mam do osób, które potrafią napisać, że coś im się nie podoba w sposób kulturalny i nie wstydzą się pod tym podpisać, ale to, co wtedy się wydarzyło trochę mnie hamowało przed napisaniem tego postu. Dlaczego? Dziś jest kolejny pochmurny dzień, zdjęcia efektów PO wykonałam doświetlając się lampą błyskową, pokój mam (jeszcze!) w kolorach pomarańczowo-beżowych i byłam zdana na samowyzwalacz oraz „rąsie”, dlatego obawiam się czy zdjęcia faktycznie będą miarodajne. Kiedy pojawił się kolejny post z moim ombre, wykonany lustrzanką w świetle dziennym, ochów i achów nie było końca, a były to te same włosy, bez żadnej poprawki. Dlatego miejcie na uwadze, że starałam się, ale nic nie zastąpi światła dziennego, a miałam go dzisiaj nie wiele. Jednakże obiecałam, a pogoda nie zapowiada poprawy, także jest i post :)

Od razu wyjaśniam, bo za pewne zerkając na zdjęcia nie widzicie efektów, a jedynie brak ombre - efekt nie miał być niczym przejście z czerni na blond. To, co chciałam uzyskać to jaśniejszy kolor o 3 tony. Oczywiście, chciałabym mieć jasne włosy, taka zmiana to jest coś, ale niestety paradoksalnie w jasnych włosach wyglądam po prostu staro. Zmiana nie miała być wielka, niestety nie młodnieję, a prawie czarne ciepłe brązy drogeryjne mi już nie odpowiadają, to co chciałam osiągnąć to jak już wspomniałam odcień do 3 tonów jaśniejszy aby ożywić twarz, kolor brąz nie prawie, że czerń i odcień chłodny. Naczytałam się o możliwościach zmiany koloru w  internecie, podpytywałam innych. Owszem, chciałam udać się do fryzjera, ale mam do nich uraz, a cena jaką mi proponowano wywoływała u mnie wytrzeszcz oczu i to jeszcze za niegwarantowany efekt! Skoro zmiana nie miała być spektakularna wzięłam się za to sama. 

Z pomocą koleżanki nałożyłam na włosy kąpiel rozjaśniającą, powyżej ombre, poniżej odrostów, na jaśniejsze partie kąpiel przeciągnęłam dopiero przed samym zmywaniem produktu z włosów, kiedy już widziałam efekty na najciemniejszych partiach włosów, nie chciałam mieć widocznych przejść. Do kąpieli użyłam rozjaśniacza Joanna, do tego szamponu Aussie i odżywki Nivea. Mieszankę co jakiś czas masowałam aby się pieniła, proces stale kontrolowałam, trwał on ok. 25 minut. 

WŁOSY PRZED KĄPIELĄ




Od dłuższego czasu włosy farbowałam farbą drogeryjną L'Oreal Casting Creme Gloss - Ciemna Czekolada. Kolor ładny, ale po jakimś czasie stał się prawie czarny, na włosach zamiast chłodnych tonów miałam tony ciepłe - czerwone. Ombre stało się żółte, a ja chciałam się go już pozbyć, zamiast poprawiać. O rozjaśnianiu myślałam od 2 lat, "kropkę nad i" postawiła ostatnia koloryzacja, gdzie odrost wyszedł mi buraczkowy... Na zdjęciu słabo widoczny jako sprana rudość + mój naturalny mysi kolor włosów. Ogólnie całość moich włosów była już nieźle wypłowiała przez szampony przeciwłupieżowe, przy odrostach było coco jambo, ale po długości kolor był w miarę równomierny, aczkolwiek moje włosy są z natury takie, że nie będą jednolite. Najlepsi fryzjerzy mogą próbować - nie uda im się ten myk. 

Do rozjaśniania nie zabrałam się na 'hurra'. Doskonale wiedziałam czego mogę się spodziewać i że szału nie będzie. Jeżeli planujecie taką akcję, warto zdać sobie z tego sprawę. Nawet fryzjer nie zapewni nam od razu pożądanego efektu. To jest proces i trzeba być cierpliwym, aby nie zrobić z włosów starego mopa. Ważne jest przygotowanie włosów, jeśli są bardzo zniszczone, albo weźmiecie się za nie porządnie przez kilka tygodni albo udacie się do fryzjera na specjalny zabieg, np. keratynowy. Jeżeli nie jesteście pewne, a dysponujecie odpowiednią gotówką udajcie się na dekoloryzację do dobrego fryzjera, niestety o takich teraz trudno. W domu natomiast możecie wykonać rozjaśnianie kąpielami (nigdy samym rozjaśniaczem!) albo dekoloryzację - mniej inwazyjna, ale dużo jest z tym zabawy. 

Ja, przez miesiąc podcinałam końcówki i bardziej intensywnie włosy olejowalam i nakładałam maski, ograniczałam suszenie suszarą, do tego zero lokówki i prostownicy, a kiedy włosy były już gotowe do zabiegu nałożyłam kąpiel rozjaśniającą. Po jej zmyciu włosy przepłukałam ziołową płukanką rozjaśniającą z Herbapolu. Włosy umyłam szamponem Joanna Ultra Color System, który ma neutralizować żółty odcień włosów. To, co uzyskałam po kąpieli to było wszystko to czego się spodziewałam, aczkolwiek liczyłam, że na długości włosy będą nieco jaśniejsze. Zaczynając od dołu - ombre->kolor miedziany->kurczak->mój naturals. Na to wszystko po wysuszeniu włosów nałożyłam farbę profesjonalną L'Oreal Inoa ODS2 (farba na bazie oleju bez amoniaku) w kolorze 6.23 ciemny blond opalizujący na złoty z palety odcieni chłodnych brązów i beży - TUTAJ możecie rzucić okiem na kolor, zdjęcie nr 3. Nie jest to bardzo jasny kolor, ale stwierdziłam, że zbyt jasny na początek wyszedłby jeszcze bardziej nierównomiernie.Kupiłam dwa zestawy farby na Allegro 60 ml farby + 60 ml utleniacza + 20 ml szamponu post, (ok. 33 zł za sztukę) z drugiego zestawu pozostało mi pół farby przy mojej długości, więc jeśli macie włosy nawet za łopatki jeden taki zestaw spokojnie wystarczy.

EFEKTY PO KOLORYZACJI FARBĄ INOA




SZAŁU NIE MA, złośliwi stwierdzą, że efektów w zasadzie brak i szkoda było włosów :D Też tak myślałam, dopóki nie przyjrzałam się włosom będąc na dworze. 

Farba chwyciła w miarę równomiernie, tak przynajmniej ja widzę efekt w świetle dziennym czy słońcu, są miejsca gdzie są one oczywiście jaśniejsze, bardziej złote przez co wyglądam jakbym miała pasemka. Ogólnie mimo, że zdjęcia mogą to sugerować, nie mam plam, a jedynie refleksy, niektóre z nich nadal opalizują po starej farbie na lekko miedziany kolor inne są już złote, efekt a'la plam wzmacnia postać tych włosów - nie stylizuję ich na razie i tak wyglądają podczas dość sporej wilgotności, odgniecenie od gumki + jakieś pseudo fale. Odrost złapał się bardzo ładnie, to samo ombre nie ma żadnej granicy. "Kurczak" przy odrostach zniknął, przy przedziałku bardziej widać efekt pasemek który zrobił się sam, co ciekawe, gdy zmieniam przedziałek na drugą stronę głowy lub na środek nie ma tam już takiego efektu. 
Włosy na szczęście nie są zniszczone, ani żółte czy zielone, na razie kolor dochodzi do siebie. Naiwnie wierzyłam, że zamierzony efekt uzyskam po pierwszym podejściu niestety muszę wykonać kolejne. Na razie używam ziołowej płukanki rozjaśniającej, regeneruję włosy i ochładzam stary pigment. Drugie podejście planuję po weekendzie majowym, na razie sprawdzam zachowanie się farby na moich włosach i jaki będzie dalszy efekt. Do następnego i mam nadzieję ostatniego etapu mam zamiar użyć dekoloryzatora, a jeśli farba Inoa się sprawdzi użyję jej ponownie, ale w odcieniu o wiele jaśniejszym, z racji tego, że ciemny blond jest naprawdę ciemny, a poza tym dekoloryzacja wymaga odcienia 2-3 jaśniejszego niż pożądany kolor. Najprawdopodobniej użyję koloru 8.13 (zdjęcie nr 3 TUTAJ). 

Jeżeli jesteście już zaprawione w boju o jaśniejszy kolor włosów i macie dla mnie jakieś wskazówki bardzo chętnie je przeczytam, piszcie śmiało! :) 
Na pewno pokarzę Wam efekt podejście numer dwa, mam nadzieję, że będzie już godny większej ilości zdjęć, a krótszego opisu. 





Zobacz także inne posty

27 KOMENTARZE