Clarins Instant Smooth Self Tanning - samoopalacz do twarzy, szyi i dekoltu

13:08

Tego jeszcze nie było! Aż 3 razy pod rząd zamiast postów pojawiły się odnośniki do nowych filmików na moim kanale YouTube. Kilka razy zasiadałam do laptopa, aby napisać nowy post, jednak znowu mi się nie udało i zaczęłam zdecydowanie zaniedbywać bloga, moja wina, moja wina... Aby Wam to wynagrodzić rozpoczęłam małe zmiany w wyglądzie strony. Mam nadzieję, że gdy szablon zostanie ukończony jego wygląd i funkcjonalność przypadną Wam do gustu :)

 
Dziś mam dla Was recenzję produktu, który jest na czasie cały rok zwłaszcza w sezonie wiosna/lato. Samoopalacz do twarzy. Coraz więcej osób jest świadoma szkodliwości promieniowania UV i fotostarzenia (jeśli nie należysz do tej grupy, koniecznie obejrzyj TEN filmik) i rezygnuje z opalania twarzy lub włącza do pielęgnacji wysokie filtry UV. Jednak dziewczyny lubią brąz... delikatna opalenizna zapewnia ładny i zdrowy wygląd naszej twarzy. Niby tyle samoopalaczy jest na rynku, ale śmierdzą, zapychają pory, mają nieładny pomarańczowy kolor, a o smugi nie trudno. Produkt, który Wam dzisiaj pokażę, może nie należy do najtańszych, ale warto w niego zainwestować. 
 

Clarins to dość luksusowa firma, ale to jedyna marka za którą jestem w stanie zapłacić trochę więcej pieniążków, ponieważ posiada wiele ciekawych produktów i przyznaję to ja, a ja fanką drożyzny nie jestem ;)  Instant Smooth Self Tanning, to samoopalacz, który gościł w moich ulubieńcach października [TUTAJ]. Dostałam go od siostry, która nie mogła znieść jego zapachu. Wiedziałam, że to sprawdzony produkt, bo kto jak kto, ale moja siostra zna się na samoopalaczach, niestety wybiera te z wyższych półek, więc nie zawsze mogę sobie pozwolić na coś z jej polecenia. 


Produkt zamknięty jest w solidnym i prostym szklanym słoiczku. Wygodnie się otwiera i wygląda całkiem elegancko na półce. Pojemność to 30 ml, zaś cena waha się od 100 do 120 zł, w zależności od sklepu. 
Drogo, ale jego działanie i wspaniała wydajność pozwala odetchnąć z ulgą, zamiast płakać nad paragonem.
 
 
Samoopalacz jest konsystencji musu, nakładamy go po naszej codziennej pielęgnacji, nie ma potrzeby nakładania go przed kremem, co się często zdarza w przypadku innych produktów tego typu. Zapach wcale nie jest odrzucający, nie jest piękny, ale nie jest taki typowy dla samoopalacza, nie jest wyczuwalny później na twarzy. Niektórym osobom, może się nawet podobać, więc nie może być taki zły ;) 
Kosmetyk od razu się wchłania w skórę, nie pozostawia po sobie filmu, nawet lekko wygładza twarz i od razu nadaje jej lekkiego zdrowego kolorytu, który z czasem się pogłębia. Dzięki swojemu zabarwieniu nie ma mowy o plamach czy smugach. Jest bardzo wydajny, nie potrzeba go wiele, aby uzyskać optymalny efekt już za pierwszym razem. Zapewnia złoty i naturalny odcień opalenizny. Nie zapchał mojej skóry, ani jej nie podrażnił. Wszystko cacy ;) 




Jest to zdecydowanie samoopalacz dla osób niecierpliwych, nielubiących zbyt długo czekać na efekt i wydłużać sobie porannej pielęgnacji skóry. Efekt można stopniować już tego samego dnia i aby go podtrzymać należy stosować produkt co 2-3 dni, jest stworzony na bazie aktywnych składników brązujących dihydroksyacetonu (DHA) i erytrulosy (związek podobny w działaniu do popularnego DHA jednak jest stabilniejszy i działa delikatniej przez co bezpieczniej). Mogę go Wam polecić z czystym sumieniem, na pewno nie pożałujecie wydanych na niego pieniędzy. 
 
Jakich samoopalaczy do twarzy lubicie używać, które są godne uwagi? 
 

Zobacz także inne posty

10 KOMENTARZE