Paraderm Szampon z dziegciem - czyli śmierdziuch na kłopoty z łupieżem

18:57

     Zimą skarżyłam się na swędzenie i łuszczenie skóry głowy, które powiązałam z czapkami i ogrzewaniem, bo przecież wyeliminowałam składnik, który zawsze powodował u mnie takie objawy, a mianowicie SLS. Kiedy wiosną nadal dręczył mnie biały pyłek na włosach, postanowiłam ostrzej działać... W aptece kupiłam szampon dermatologiczny z Flosleku, początkowo przyniósł ulgę, ale nie na długo. Swędzenie i podrażnienie skóry głowy zostało wyeliminowane, ale skóra nadal mi się łuszczyła, co powodowało u mnie zaniżenie samooceny... 


Kiedy już miałam sięgać po Nizoral, który niestety może przynieść oprócz poprawy stanu skóry głowy także szereg skutków ubocznych, chwyciłam za tani szampon Paraderm z dziegciem. Wiedziałam, że dziegieć to straszny śmierdziuch, ale za to ma ciekawe zastosowanie. Ryzyk fizyk. 

    Szampon kosztuje ok. 12 zł za 150 ml, do kupienia aptekach. Ma się sprawdzać nie tylko przy łupieżu, ale i u osób z łuszczycą, nadmiernym przesuszaniu się skóry głowy lub przy nadmiernym przetłuszczaniu i łojotoku. Sam dziegieć sosnowy posiada silne działanie odkażające, przeciwświądowe i przeciwzapalne. Nie znalazłam u siebie przyczyn czysto kosmetycznych, stwierdziłam, że to może problem medyczny, a dziegieć mi pomoże.


Produkt znajduje się w miękkiej tubce, z której łatwo aplikuje się szampon. Od razu ostrzegam, że jest on rzadki i cuchnie jak smar do auta... Smrodek niestety jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na włosach.


Szampon niestety zawiera SLS i zastanawiałam się czy nie zataczam błędnego koła, dlatego po 2 tygodniach ciągłego stosowania, używałam go tylko raz w tygodniu (na 3 mycia w ciągu tygodnia). Stan mojej skóry nieco się poprawił, ale... w dalszym ciągu w jednym miejscu skóra zaczynała się łuszczyć dzień po umyciu głowy, albo nawet jeszcze tego samego dnia.


Wybrałam się do dermatologa, ale oczywiście nie wiele mi pomógł, odpowiedział tylko, że wszystko robię dobrze, a on nie widzi na mojej skórze żadnych niepokojących zmian. Strata czasu... Po wizycie nadal używałam szamponu raz w tygodniu (po nałożeniu trzymając go na skórze głowy 2 minuty i nie nakładając go na włosy po długości), a dodatkowo wspomagałam się wcierką z olejku z łopianu i drzewa herbacianego (robioną własnoręcznie, olejki kupiłam w aptece), które także mają właściwości przeciwłupieżowe, a olejek z drzewa herbacianego także działa antyseptycznie i przeciwzapalnie. Razem z szamponem tworzą dobry duet i jest o niebo lepiej, choć nie jest idealnie. 


Skład szamponu nie jest zły, myślę, że gdybym wyeliminowała z niego SLS mógłby mi pomóc. Na piątym miejscu  znajdziemy mocznik, który ma delikatne właściwości złuszczające, a także świetnie nawilża, do tego na siódmym miejscu gliceryna (nie każdym służy), na ósmym miejscu mamy ekstrakt z brzozy, a na dziewiątym olej z brzozy. Produkt jest tani i cieszy się dobrymi opiniami, ale niestety mi do końca nie pomógł. 

Jakie są Wasze patenty na łuszczącą się skórę głowy?

Zobacz także inne posty

12 KOMENTARZE