Waaaatt's up! - rozświetl się z firmą Benefit

12:58


Jednym z elementów bez którego nie wyobrażam sobie mojego makijażu jest rozświetlenie. Kiedyś bardzo się go bałam ze względu na cerę mieszaną, ale dzisiaj jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, nie ważne czy potrzebuje rozświetlacza do makijażu wieczorowego czy do bardzo delikatnego dzienniaka. 
Jakiś czas temu wygrałam kilka "łakoci" w rozdaniu firmy Benefit [TUTAJ unboxing, a TUTAJ test]. W paczce były dwa rozświetlacze, kultowy High Beam i dotychczas mi nie znany Watt's Up! Bardzo spodobał mi się jego design jednak zaczęłam od czegoś znanego, a ten odłożyłam na później, ale jak to z kobietami bywa, ciekawość wygrała i zaczęłam testować "źarówę".



Rozświetlacz zamknięty jest w bajeranckim i błyszczącym opakowaniu. Z jednej strony mamy gąbeczkę do rozcierania, zaś z drugiej wysuwany sztyft w kolorze szampańskim. Pojemność to 9,4 grama, do kupienia w Sephorach za 155 zł - caaaałkiem sporo. 
Konsystencja jest kremowa, aczkolwiek w stronę bardziej suchej niż mokrej, czuć to zwłaszcza, gdy nakładamy produkt na przypudrowaną twarz. Nie ważne jak go nałożymy, pod podkład czy na sam koniec makijażu, nie plami i dobrze się rozciera zapewniając piękną taflę, dając wrażenie nieco mokrego wykończenia, które bosko odbija światło w trakcie poruszania głową. Rozświetlacz ożywia nasza twarz i pięknie wygląda na zdjęciach czy w kamerze [TUTAJ możecie podziwiać go "na żywo"], będzie się nadawał do większości karnacji (poza bardzo chłodnymi typami urody, jednak kolor szampański to kolor delikatnego złota, które jest ciepłym kolorem).



Rozświetlenie spokojnie utrzymuje się przez cały dzień i z przyjemnością sięgam po ten produkt, bo wiem, że oprócz tego, że będzie pięknie wyglądać to mnie nie zawiedzie! Gąbeczka może wydawać się bardzio przyjemna, ale moim zdaniem jest dosyć twarda i niestety nie sprawdza się do rozcierania, za bardzo zbiera produkt zamiast go blendować. 
Gdybym miała ten kolor do czegoś porównać byłaby to Mary Lou z The Balm, kultowy już rozświetlacz. Co prawda, miałam okazję tylko raz go użyć na swojej twarzy, ale wydaje mi się, że oba te produkty są do siebie bardzo podobne, jednakże Watt's Up jest droższy. 



Watt's Up! sprawdzi się pod podkład, na kości policzkowe czy nawet jako cień. Powyżej możecie zobaczyć efekt jaki daje na skórze + drugie zdjęcie to zestawienie z rozświetlaczem High Beam [TUTAJ recenzja], który jest dosyć chłodny, tak samo jak rozświetlacz Ladycode by Bell [TUTAJ recenzja]. Osobiście lubię każdy z tych rozświetlaczy, bo każdy daje mi nieco inny efekt, jednak Watt's Up, baaardzo mnie zauroczył.

Co o nim sądzicie? Jaki jest Wasz ulubiony rozświetlacz? 


Zobacz także inne posty

30 KOMENTARZE