Soooo pretty! Soraya peeling orzechowo-morelowy

17:39

Myślę, że każdy już wie jak istotne jest regularne złuszczanie martwego naskórka w naszej pielęgnacji. Niestety nie każdy wie, jak dobrze dobrać produkt i choć nie zawsze skutki są widoczne od razu to na pewno kiedyś wszystko wyjdzie w tzw. praniu...
Jako posiadaczka skóry mieszanej zawsze uważałam, że porządny zdzierak do podstawa, a peelingi enzymatyczne to domena cer wrażliwych i naczynkowych. Jak sobie przypomnę, że tarłam tą skórę jak na tarce to przechodzi mnie dreszcz... Dzisiaj przy okazji recenzji właśnie takiego zdzieraka wspomnę o właściwym doborze peelingu. Zapraszam do lektury :)


Swojego czasu bardzo poszukiwanym peelingiem był zamiennik morelowego peelingu firmy St. Ives, który został wycofany w PL. Odpowiedzią na to zapotrzebowanie były morelowe peelingi firmy Soraya, od tamtej pory można powiedzieć, że firma wiedzie prym w produkowaniu zdzieraków, ale czy tak ostry peeling jest dobry dla naszej skóry? No właśnie nie. Tak ostre peelingi warto zarezerwować na te parte ciała, gdzie skóra jest twarda np. łokcie, kolana czy pięty. Tam skóra jest zwyczajnie grubsza i taki peeling jej nie zaszkodzi. Jeżeli chodzi o twarz czy ciało to tutaj proponowałabym łagodniejsze peelingi drobnoziarniste, a do twarzy najlepiej jakby używać peelingów enzymatycznych, nawet jeśli jesteście posiadaczkami skóry tłustej. Dobry peeling enzymatyczny będzie tak samo skuteczny jak gruboziarniste zdzieraki, ale będzie mniej inwazyjny dla naszej skóry, zrobi to po prostu delikatniej. Poza tym jeśli borykacie się ze stanami zapalnymi, peelingi ziarniste mogą Wam roznieść bakterie po reszcie twarzy, a peeling enzymatyczny tego nie zrobi.


Bohater dzisiejszej recenzji jest naprawdę ostrym gościem w słodkim opakowaniu. Producent głosi, że należy go stosować 2-3 razy w tygodniu - nie polecam. Raz na 2-3 tygodnie to już lepiej brzmi, ale tylko wtedy, gdy jesteście posiadaczkami skóry mieszanej i tłustej (taka skóra z reguły powinna być grubsza). Skład też nie jest wybitny, zawiera nielubiany przeze mnie SLS, dlatego nie zdecydowałabym się go stosować częściej. Jako, że jest ostry, a przy tym wydajny wystarczy niewielka ilość, dosłownie ziarenko groszku, którym wykonujemy baaardzo delikatny masaż twarzy. Wtedy efekt będzie zadowalający i nie zrobimy sobie krzywdy. Naturalnie możecie tego peelingu używać na te partie ciała, które wymagają już czegoś mocniejszego, na pewno świetnie się sprawdzi.


Peeling przypomina piasek z nieco większymi drobinami z łupin orzecha bądź pestek moreli. Jeden nieostrożny, zbyt mocny ruch, a zamiast pożądanych efektów po masażu takim peelingiem poczujemy ból, a skóra "odwdzięczy" się za brak delikatności, podrażnieniem. Kwas salicylowy mamy także dość wysoko w składzie, a więc nie należy go nadużywać i uważać na okolice wokół oczu. Ma on nam się przysłużyć, a nie podrażnić czy przesuszyć skórę. W połowie składu mamy ekstrakt z miodu i ekstrakt z moreli. Konsystencja jest gęsta, lekko się pieni przez zawartość SLS. 
Skóra po zastosowaniu peelingu jest miękka i gładka, regularne stosowanie peelingu przynosi świetne rezultaty, ale tylko jeśli używacie go tak jak napisałam powyżej.


Peeling kosztuje 12 zł za 75 ml i nie ma problemu z jego dostępnością. Znajdziemy go w drogeriach, a nawet w niektórych marketach. Ma przyjemny zapach i bardzo ładne opakowanie, a używany z rozwagą pomoże, a nie zaszkodzi. Z tego co widziałam kosmetyk cieszy się bardzo dobrymi opiniami w sieci.

Dajcie znać jakich peelingów używacie i czy miałyście styczność z naszym dzisiejszym bohaterem ;) 



Zobacz także inne posty

10 KOMENTARZE