Sally Hansen Miracle Gel - hybryda bez lampy UV?

17:44



Patrząc na tytuł tego posta, na pewno sobie myślicie "łeeee, kolejna będzie pisać o tym samym...", ponieważ na początku stycznia nie ja jedyna otrzymałam paczkę z nowościami od Sally Hansen, ale chyba jako jedyna zawsze jestem ostatnia z recenzją :-) Jeżeli jednak nie trafiłyście na żaden post o tych produktach lub po prostu ciekawi Was moje zdanie to zapraszam do lektury.

Miracle Gel to seria lakierów które mają zapewnić trwałość i jakość hybrydy, ale bez użycia lampy UV. W sklepach są dostępne od lutego, ja miałam czas się z nimi zapoznać już wcześniej. Byłam bardzo ciekawa tych lakierów, bo idea bardzo mi się podobała. Choć posiadam cały zestaw do stylizacji paznokci zarówno żelem jak i akrylem (nie każda z Was wie, ale po maturze, w 2009 roku przeszłam szkolenie na stylistkę paznokci i przez jakiś czas pracowałam w tym zawodzie), podobało mi się, że nie będę musiała wyciągać lampy, że manicure pójdzie szybciej, jak przy zwykłym lakierze i nie będzie problemu ze ściąganiem, bo lakier usuniemy za pomocą zmywacza z acetonem. Ponadto na moich paznokciach, zwłaszcza kilku nic nie chce się trzymać. Manicure to dla mnie istny koszmar i nigdy nie rezygnuję z wysuszacza lakieru, dlatego podeszłam do Miracle Gel sceptycznie, ale z pewną dozą nadziei. 


Kolorów miałam 5 sztuk + 1 top coat, na zdjęciu brakuje jednego lakieru - "poszedł" w świat. Cena jednego to 34 zł, do kupienia choćby w Rossmannie. Do tego trzeba naturalnie dokupić top w tej samej cenie, nie jest to zbyt tani interes. Producent oczywiście wypisuje same ochy i achy, a jakżeby inaczej. Deklaruje, że lakiery zapewnią nam efekt żelowych paznokci i trwałość do 14 dni, a sam etap malowania czy zmywania będzie szybki i bezproblemowy. Robimy to co zwykle, po przygotowaniu paznokci nakładamy 2 warstwy lakieru, a na to 1 warstwę topu,  naturalne światło słoneczne zapewni utwardzenie i trwałość. Brzmi świetnie, ale u mnie niestety się nie sprawdziło... 


Wielokrotnie dawałam tym lakierom szansę, postępowałam zgodnie z zaleceniami producenta, albo kombinowałam na swój sposób, przetestowałam każdy lakier z osobna i niestety efekt zawsze był ten sam... Długo wysychają, pędzelek od topu brudzi się i rysuje powierzchnię lakieru kolorowego, nie przyśpiesza wysychania, nie zauważyłam połysku i trwałości lakierów żelowych. Baaardzo, bardzo przeciętny efekt, a trwałość jak przy każdym innym lakierze, 2-3 dni to absolutny max. Kompletnie się nie opłaca... wolę kupić tańsze lakiery z Golden Rose, seria Rich Color sprawdza się u mnie najlepiej, nawet Essie wymiękają.

Oczywiście lakiery kuszą, wyglądają tez bardzo ładnie i na pewno nie jeden salon kosmetyczny by się ich nie powstydził. Pojemność jest jak przystało na Sally Hansen nieco większa - 14,7 ml. Buteleczka szklana, ciężka, dobrze wygląda, a pędzelek jest szeroki i płaski - taki jak lubię. Wybór kolorów także cieszy oko. Konsystencja lakierów niestety jest dosyć rzadka i trzeba uważać, aby nie zalać sobie skórek.


Jeżeli chodzi o kolory, które ja posiadam to:
  • 120 Bare Dare, typowy nudziak, na szczęście odcień nie jest trupi, bardziej mleczny i nieźle się prezentuje na paznokciach. Niestety jak to przy takich odcieniach bywa, krycie jest kiepskie.
  • 240 B Girl, piękna pastelowa mięta - tego szukałam. Wszystkie na które trafiałam były zbyt morskie, albo szły za bardzo w kierunku zieleni, albo błękitu - kompletnie mi to nie pasowało, a ta mięta jest świetna. W przypadku tego lakieru już jest lepiej z kryciem.
  • 270 Street Flair, bardzo ładna lawenda z domieszką szarości. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi się bardzo podoba. Krycie jest dobre już przy pierwszej warstwie.
  • 330 Redgy,ciepła czerwień z domieszką koralu. Krycie ma rewelacyjne, ale trwałość jest kiepska, odpryskuje mi już tego samego dnia, z Seche Vite wytrzyma 2 dni i trzeba zmywać.
  • 100 Top Coat, kompletnie mi się nie widzi... 

Niestety jak dla mnie idea fajna, ale szkoda, że się nie sprawdziła. Nie wiem z czego to dokładnie wynika, ale moje paznokcie tak samo jak włosy - to ciężki orzech do zgryzienia. Jeśli jakiś lakier wytrzyma bez szwanku 7 dni na moich paznokciach to będzie cud! Tych bym nie kupiła... są zbyt drogie, a efekt marny. Nie widzę sensu przepłacać... Lakiery mają wiele pozytywnych opinii na stronie Rossmanna, hmm... czyżbym dostała jakieś inne? ;-)



Zobacz także inne posty

24 KOMENTARZE