Makijaż z kosmetykami KOBO

13:39


Tytuł może być mylący, bo dzisiaj żadnego makijażu Wam nie pokażę, ale... wszystkie recenzowane produkty nie raz i nie dwa mogłyście zobaczyć w pełnej krasie na kanale ;) Kilka ostatnich filmików to cały czas jest trio - baza, korektor i puder do konturowania, a chociażby TUTAJ szminka w akcji, a w dzisiejszym poście poświęcę każdemu z tych kosmetyków kilka zdań.


Szminka 108 Fuchsia, czyli mój drugi produkt z Kobo, ale pierwszy z kolorówki. O niej był osobny post i swatche na ustach TUTAJ, więc nie będę dublować. Moje zdanie się nie zmieniło, szminka jest świeeeetna i mam ochotę spróbować innych odcieni, problem jest tylko taki, że żaden mnie tak nie zachwycił jak ten.


Baza nawilżająca pod podkład znalazła się w ostatnich ulubieńcach TUTAJ. Pierwszy raz bazę podkradłam siostrze we wrześniu, początkowo bardzo się jej obawiałam, bo mam skórę mieszaną i bazom nie ufam, dla mnie to są silikonowe zapychacze, ale... byłam zdesperowana. Po ataku AZS moja skóra była jak skóra słonia... sucha, zmarszczona i nic nie dawało rady (mocno nawilżający krem i nawilżający podkład), bez podkładu wyjść nie chciałam ze względu na zaróżowienie, a podkład wyglądał fatalnie. Działanie bazy bardzo mnie usatysfakcjonowało, nawilżyła i wygładziła skórę, pory stały się mniej widoczne, a podkład bardzo ładnie sunął po twarzy i dobrze stapiał się ze skórą, w końcu twarz nie wyglądała na suchą i spękaną, a na nawilżoną i świeżą.



Nie jest to baza silikonowa i nie ma przeciwwskazań, aby używać jej codziennie [skład]. Stosuję ją w nie wielkiej ilości na strefę T i nieco więcej na policzki i żuchwę, czyli tam gdzie moja skóra potrzebuje więcej nawilżenia. Moja mieszana cera nawet z podkładem nawilżającym nie świeci się od nadmiaru nawilżenia, a jest to raczej świeży i naturalny blask skóry, więc nie trzeba się martwić o nadmierne świecenie i że podkład zacznie nam spływać z twarzy. Dzięki odpowiedniemu podkładowi, produkty nałożone na skórę trzymają się na niej dłużej, bo... nawilżenie to podstawa, we wszystkim. Takie jest moje zdanie, a cena bazy to 19,99 zł za 40 ml.


Po bazie pora na korektor, który nie raz był zachwalany na blogach czy YT. Jest to Kobo Modeling Illuminator, czyli wg producenta korektor idealny do modelowania naszej twarzy, ma on delikatnie kryć sińce pod oczami i rozświetlać skórę. Dostępne są niestety tylko dwa odcienie 101 i 102, ja posiadam ten jaśniejszy 101. Jeżeli chodzi o efekt jaki daje korektor to mam mieszane uczucia. Nie podzielam zachwytów, ale też nie mogę powiedzieć, że jest to zły produkt. Delikatnie kryje bardzo drobne zmarszczki i zasinienia wokół oczu, a w porównaniu z korektorem z Collection daje uczucie lżejszego i bardziej mokrego, ale coś za coś - nie przykryje tyle co ten z Collection, za to wygląda lepiej i mniej wchodzi w załamania. Co dziwniejsze na twarzy, wydaje mi się dość różowy, ale na dłoni w mniejszej ilości jest już ok, co nie zmienia faktu, że wolałabym coś jaśniejszego i z bardziej żółtym pigmentem. Cena to 16,99 zł za 7 ml.


Ostatnim recenzowanym dzisiaj produktem jest puder do konturowania - nie mylić z bronzerem, bo można się nieźle zdziwić. Puder ten także trafił do ostatnich ulubieńców. Jest to całkowicie matowy produkt, jest dobrze napigmentowany, ale nie na tyle, aby zrobić sobie nim krzywdę, poniekąd trochę nas zmusza, alby go ewentualnie dołożyć i efekt stopniować, zamiast przedobrzyć. Odcień jest jasny, idealny dla bladziochów, które narzekają na ubogi asortyment w polskich drogeriach i na trudność w znalezieniu czegoś do konturowania - to może być strzał w dziesiątkę.


Jest to typowo chłodny odcień z delikatną nutą szarości, co idealnie imituje naturalny cień, dlatego ten puder to typowy produkt tylko i wyłącznie do konturowania twarzy, w innym przypadku będzie wyglądał jak brudna plama, albo... owłosiona twarz ;) Jeżeli jednak odcień 308 Sahara Sand, który był dotychczas dostępny był dla Was za jasny to mam dobrą wiadomość - dostępny jest nowy odcień 311 Nubian Desert. Cena tego produktu to 19,99 zł za 10 g. Poniżej dla porównania macie zdjęcia popularnego i taniego bronzera W7 Honolulu, który jest zdecydowanie cieplejszy, a jego wykończenie jest satynowe. Jest on co prawda bardziej napigmentowany od tego z Kobo, ale to może mieć plusy jak i minusy.



Podsumowując, kosmetyki firmy Kobo dopiero odkrywam, ale dla mnie ta firma ma dużego plusa. Są to dobre produkty, nie drogie i polskie! Nie jest to oczywiście post sponsorowany, wszystkie produkty kupiłam sobie sama przy okazji ostatniej promocji, choć nawet gdyby post został mi zlecony, to kto mnie czyta i ogląda ten wie, że to nie ma żadnego znaczenia, ale uprzedzam złośliwych ;) Szafy z kosmetykami Kobo znajdziecie tylko w Drogeriach Natura. Koniecznie dajcie znać czy używałyście czegoś z tej firmy i co możecie polecić! 


Zobacz także inne posty

10 KOMENTARZE