Moje rozświetlacze: Essence, Technic, Bell, Benefit

15:32


Dzisiaj pokażę Wam wszystkie moje rozświetlacze, aczkolwiek były osobno recenzowane, więc jeżeli któryś Was szczególnie zainteresuje to będziecie mogły o nich więcej poczytać ;) A w tym poście tylko wspomnę o nich w kilku słowach...

Kiedyś nie wyobrażałam sobie nałożenia na moją twarz rozświetlacza...baa, długo nie wiedziałam, że istnieje kosmetyk tego typu. Jak już się dowiedziałam, to kojarzył mi się z brokatem i nie widziałam sensu wzmacniać błysku na mojej, już i tak błyszczącej, mieszanej cerze, ale rozwój blogów i kanałów na YT spowodował ciekawość i w ten sposób kupiłam mój pierwszy rozświetlacz.


Pierwszym rozświetlaczem był Essence Sun Club, nie drogi, sporych gabarytów, innych nie widziałam w drogerii ;) Jest to produkt sypki, zawiera bardzo miałkie drobinki w kolorze dość ciepłym o złotym odcieniu. Nie był to do końca strzał w dziesiątkę, ale przez dłuższy czas go używałam, teraz sprawdza mi się, gdy jestem dość mocno opalona, ale głównie stosuję go na ciało. Wygląda pięknie na opalonej skórze ramion i dekoltu, podkreśla kolor opalenizny - TUTAJ jego recenzja.


Moim drugim rozświetlaczem był popularny i tani odpowiednik produktu marki Benefit, a dokładnie Technic High Lights. Produkt miał już lepszy kolor od Sun Club, dawał ładniejszy efekt na twarzy, choć musiałam nauczyć się go aplikować tak, aby nie zostawiał plam. Jest bardzo podobny do kultowego High Beam, jednakże jest bardziej srebrzysty, drobinki są bardziej widoczne. Jest to tani produkt i warto go mieć w swojej kosmetyczce, zwłaszcza, że można go dodać do podkładu i tym samym zapewnić sobie piękny glow na skórze, to dobry rozświetlacz na początek. Aktualnie używa go moja siostra. 

Skoro już jesteśmy w temacie kremowych rozświetlaczy to przejdę do wspomnianego High Beam z Benefit, to dosyć kultowy produkt jak już wspomniałam, ale ma dwie wady - cenę oraz datę ważności po otwarciu, która wynosi tylko 6 miesięcy. Jest beżowo-różowy, daje subtelniejsze i naturalne wykończenie, coś jak lekko wilgotna skóra. Bardzo lubię go stosować podczas upałów, a także, gdy moja skóra świruje i jest bardzo sucha, np. po ataku AZS. Aktualnie używa go moja mama.

Porównanie tych dwóch rozświetlaczy znajdziecie TUTAJ


Nie należę do osób, które kupują masę kosmetyków, choć niektórzy mogą twierdzić inaczej. Raczej staram się kupować nowy kosmetyk po zużyciu starego, nie potrzebuję 10 bronzerów, 15 podkładów w obiegu, ale... Kiedy zobaczyłam ten rozświetlacz musiał zostać moim trzecim. Jest to limitka z firmy Bell, produkt został wypuszczony przed Sylwestrem i miał być produktem na tę imprezę oraz na karnawał. Jedenaście gram, niedrogi, idealny dla bardzo jasnych karnacji - czegoś takiego szukałam na zimę. W dużej ilości może nawet bielić, więc trzeba uważać. Świetnie nadaje się do rozświetlania samych kości policzkowych jak i całej twarzy oraz do konturowania, zapewniając piękną srebrzystą taflę. TUTAJ znajdziecie recenzję, aczkolwiek taki sam rozświetlacz może nie być już w ofercie Bell, chyba, że pod inną nazwą.

Rozświetlaczem po który sięgam najczęściej przez cały rok niezależnie od karnacji jest ten z firmy Benefit w pięknym szampańskim odcieniu - Watt's Up. Gąbeczka moim zdaniem nie nadaje się do niczego, ale sam sztyft jest świetny. Daje piękną taflę na policzkach, super odbija światło, bardzo ożywia twarz i jest moim hitem. Jest niezwykle wydajny, ale cena nie jest najniższa. Razem z High Beam był nagrodą w rozdaniu od firmy Benefit. TUTAJ recenzja.


A Wy, jakich rozświetlaczy używacie? Jest to Wasz must have?


Zobacz także inne posty

15 KOMENTARZE