WŁOSY - aktualizacja marzec 2015.

20:49

W kominku pali się wosk firmy Kringle o zapachu Grey'a (zapach specyficzny, męski, kojarzą mi się z jakimiś perfumami), Spotify odpalone, wygodne pantalony założone, więc można się zabierać za pisanie postu :) Ciągle obiecuję regularne aktualizacje włosowe, ale albo nie ma co pokazać, albo nie ma kto pomóc ze zdjęciami i gdy cykanie z pilota zawodzi po prostu rezygnuję. Moje włosy w ciągu roku wiele przeszły, bardzo dużą zmianę, dlatego dzisiaj oprócz zdjęć, trochę Wam o nich poopowiadam.

Jeszcze rok temu, miałam bardzo ciemne włosy, prawie czarne, TUTAJ możecie zobaczyć post z sierpnia 2012, czyli chyba mój pierwszy post, gdzie pokazałam włosy na blogu. Tak... robiły furorę. Kolejny post ukazał się w październiku tego samego roku,  pokazywał jak pseudo fryzjerka urządziła mi włosy, możecie o tym poczytać TUTAJ i zobaczyć zdjęcia przed oraz po. W sierpniu 2013 roku moje włosy były w trakcie wyrównywania strat po tej "mistrzyni" nożyczek, TUTAJ możecie zobaczyć jak się prezentowały + ombre mojej roboty. W lipcu 2014 zakończyłam samodzielny proces rozjaśniania włosów (TUTAJ pierwsze, ale nie udane podejście w kwietniu ;), nie miałam zamiaru powierzać tego kolejnemu "specjaliście".Jeżeli interesuje Was ten temat i chcecie zobaczyć zdjęcia przedstawiające ten kilku miesięczny proces to TUTAJ zapraszam Was do obejrzenia filmiku.

Przy okazji mojego "ględzenia" odpowiem na często powtarzające się pytanie odnośnie farby - po rozjaśnianiu tonowałam i "gruntowałam" kolor, najpierw farbą Loreal Majirel 8, następnie 2 razy farbą drogeryjną, która ładnie rozjaśniła pozostałe rudości, była to Joanna Naturia Naturalny Blond, niestety wysusza włosy, bo zawiera 9% oxydant (w międzyczasie włosy były kilkakrotnie podcinane minimum 5 cm i starannie je pielęgnowałam) . Kolor był ładny, kiedy letnie słońce robiło swoje, farbowałam je rzadko, bo mój naturalny mysi odrost był prawie niewidoczny. Schody zaczęły się w okresie zimowym, blond zaczął być za przeproszeniem upierdliwy, szybko płowiał, bo moje włosy w tym okresie się strasznie puszą, odcień co chwila wyglądał inaczej i w ogóle mi nie podchodził. Jakiś miesiąc temu sięgnęłam ponownie po Majirel, ale w odcieniu 9.22, miał to być bardzo jasny głęboki blond opalizujący, dzięki czemu idealnie zdjąłby efekt "kurczaka", to zrobił faktycznie, ale włosy wyszły za chłodno i zbyt ciemno, źle się w tym czułam [zdjęcie na Instagramie klik]. Zrezygnowana odżałowałam 180 zł i udałam się do fryzjera, niestety pierwsza wizyta mimo wcześniejszej konsultacji i ustalenia czego chcę nie wyszła najlepiej. Wizytę miałam wieczorem, a rano moim oczom ukazał się efekt glona... Na szczęście Pani fryzjerka bez zbędnych komentarzy poprawiła mi włosy, jest lepiej choć nie idealnie, ale o tym za chwilę.


Czego oczekiwałam? Stonowania koloru, aby był bardziej jednolity i mniej złocisty, Góra zbliżona do mojego naturalnego odrostu, efekt sombre czyli subtelniejsza wersja ombre. Dlaczego? Bo przez jakiś czas, 2-3 miesiące chcę dać moim włosom "odetchnąć", zwłaszcza skórze głowy, bo przez AZS bywa różnie, więc chcę o nią należycie zadbać i nie podrażniać jej farbą. Niestety próby zapuszczenia swojego naturalnego odrostu zamiast robić sztuczny nie przyniosły pożądanych skutków. Nie jest jeszcze idealnie, na pewno za jakiś czas (zależy od tego jak kolor będzie się wypłukiwał) włosy będą wymagały odświeżenia koloru, a odrost tonowania by zbliżyć odcień do mojego odrostu, na razie załatwię to kosmetykami (w trakcie będę Was informować co i jak), a gdy zajdzie potrzeba zamiast farby użyję Matrix ColorSync, jest to coś pomiędzy farbą a szamponem koloryzującym, na wodzie 2,7% jest delikatna, a kompleks ceramidowy poprawia jakość włosów. Ten produkt cieszy się bardzo dobrymi opiniami. Liczę też, że słońce załatwi sprawę i przez jakiś czas nie będę musiała traktować moich włosów niczym mocniejszym.


Szanuję to, że efekt sombre/ombre może się komuś nie podobać i ten ktoś może nie rozumieć po co robić sobie odrost, który zazwyczaj się przecież zasłania. Ważne, żeby te osoby też szanowały ludzi, którzy na taki efekt się decydują. Ja swoje powody wypisałam powyżej (poza tym włosy naturalne nigdy nie sa jednolite na całej długości, odrost jest zawsze ciemniejszy). Sombre będzie też dobrym sposobem na zapuszczenie swojego naturalnego koloru włosów lub przyzwyczajanie się do jaśniejszych odcieni. Na pewno w moim przypadku nie widzę problemu z ujednoliceniem odcienia kiedy taki efekt mi się znudzi. Pewnie kiedy to nastąpi pojawi się post lub filmik ;) Dobra... dosyć "gadania", pora na zdjęcia. Dodam jeszcze jedynie, że kolor włosów na zdjęciach różni się w zależności od światła. W moim pokoju było jaśniej i mam ciepły odcień ścian, dwa ostatnie zdjęcia są robione w tym samym dniu, ale w innym pokoju i o innej porze dnia, było bardziej pochmurno, a ściany były neutralne.




*Z pozdrowieniami dla tych, którzy widząc moje spuszone włosy mówią, że sa zniszczone :) Nie, nie są, taka ich uroda... od zawsze, zwłaszcza w sezonie grzewczym.





Ciekawa jestem ilu z Was udało się przeczytać moje wypociny :)) Farby, które zostały nałożone u fryzjera są z firmy Sens.us, początkowo góra odcień 7L, niestety za bardzo się zlał z dołem, zwłaszcza po myciu. Został zastąpiony odcieniem 5.13. Dół to odcień 9L, a zielony odcień został usunięty metodą demineralizacji. Końcówki zostały podcięte golarką na prosto - 5 cm (miesiąc wcześniej także były podcięte 5 cm). Na koniec małe porównanie: 


Zdjęcie po lewej przed jakimkolwiek zabiegiem rozjaśniającym, włosy w nieładzie po koku - kwiecień 2014. I co, da się? Pewnie, że się da! Włosy po prawej po umyciu miały nałożone odżywkę, zostały wyprostowane, a na końcach mam serum keratynowe, także nie ma tutaj masy silikonów, zresztą widać, że się już delikatnie puszą. Aktualną pielęgnację znajdziecie TUTAJ. Co prawda wprowadziłam kilka nowych produktów, ale jak zajdą większe zmiany na pewno dowiecie się pierwsze ;)

Zobacz także inne posty

50 KOMENTARZE