Odżywka i kuracja Isana Oil Care. Ach czy ech?

16:49



Gdy tylko pojawiły się na rossmanowskich półkach, zaczęły znikać. Zewsząd było słychać ochy i achy, wiele osób poleciało do sklepów, aby kupić pożądane kosmetyki do włosów, no bo…, po co przepłacać, skoro można mieć świetne odżywki za kilka złotych? Dzisiaj wtrącę swoje 5 groszy na temat popularnych odżywek marki Isana.


Pewnie większość z Was wie, że w lipcu zakończyłam rozjaśnianie moich włosów i zmieniły się ich potrzeby, nadal szukam zestawu idealnego, bo nikt nie mówił, że z blondem na głowie będzie łatwo;) Zachęcona efektami na blogu jasnowłosej blogerki, postanowiłam wybrać się do swojego Rossmanna, i tak w cenie promocyjnej 6,99 zł z 9,99 zł nabyłam odżywkę do włosów suchych i zniszczonych, spodziewając się idealnego dociążenia spuszonych końcówek.
Skład może nie jest rewelacyjny, ale cena promocyjna zacna, to, dlaczego by nie spróbować? A może to będzie to? Kilka substancji zmiękczających i filmotwórczych, a do tego olejek arganowy i olejek ze słodkich migdałów, czyli dwa olejki, w których lubuje się większość włosów wysokoporowatych.


Pierwsze, co mi się rzuciło do oczu, a raczej do nosa... to zapach. Słodki, landrynkowy, szkoda, że nie pozostaje na włosach. Konsystencja jest w porządku, średnio gęsta, łatwo się rozprowadza i nie spływa z włosów. Przez kilka użyć było całkiem nieźle i odżywka wylądowała w ulubieńcach lutego [tutaj filmik], zasłużenie, ale… ta tendencja niestety się nie utrzymała. Włosy bardzo szybko przestały reagować na składniki zawarte w odżywce i stała się ona przeciętnym produktem, nie złym, ale już bez szału. Nie dociążała już tak mocno końcówek, zaczęły one fruwać naokoło głowy i mimo, że były w dobrym stanie, tzn. nie były suche, zniszczone, były miękkie to… wizualnie na takie nie wyglądały. Jednakże, odżywka nadal ze mną zostaje, czeka na lepszą pogodę i zakończenie sezonu grzewczego, może wtedy włosy będą mniej upierdliwe w pielęgnacji, póki co… muszę się bardziej starać i stosować kosmetyki z zawartością silikonów dla ujarzmienia i zabezpieczenia końcówek.
Odżywka o pojemności 200 ml za cenę 6,99 zł to bardzo dobra odżywka, ale za cenę 9,99 zł już mniej, bo… znam lepsze [ale o tym już wkrótce] ;) 


Kurację z tej samej serii zakupiłam, kiedy jeszcze odżywka się u mnie nieźle sprawdzała, stwierdziłam, że w duecie będzie tylko lepiej. Jej koszt w promocji to 4,99 zł za 150 ml (cena regularna to bodajże 6,99 zł). Jak głosi producent produkt można nakładać na włosy suche lub wilgotne, można spłukać lub nie, to już zależy od indywidualnych preferencji, ale ostrzega, aby być oszczędnym, gdyż nadmiar tego kosmetyku może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego.


W składzie kuracji znajdziemy oprócz tych samych olejków, co w odżywce, jeszcze pantenol i glicerynę. Zapach jest troszeczkę mniej landrynkowy, a konsystencja gęsta. Kuracja niestety mnie nie zachwyciła. W przypadku moich włosów najlepiej sprawdza się nakładana na włosy wilgotne i bez spłukiwania, albo przed myciem głowy nałożona na włosy razem z olejkiem, jako pierwsze O w metodzie OMO [tutaj post]. Wtedy kuracja sprawia, że końcówki są gładkie i nieco bardziej dociążone, bardziej posłuszne. 


Podsumowując - nie są to złe produkty, a nawet w cenie regularnej są bardzo tanie, dlatego warto je na sobie przetestować. To, że u mnie nie okazały się hitem na dłuższą metę to nie znaczy, że u Was będzie tak samo ;)


Zobacz także inne posty

6 KOMENTARZE