Obnażamy paletkę mineralnych cieni Lily Lolo - Laid Bare

13:29

Ostatnio stałam się bardzo nudna i leniwa, jeśli chodzi o makijaż. Bardzo rzadko kombinuję coś za pomocą cieni, a jeśli już po nie sięgam wybieram bardzo naturalne kolory. Kiedy do mojej „kolekcji” kosmetyków dołączyła paletka mineralnych cieni od Lily Lolo, od razu wiedziałam, że to będzie to, czego aktualnie potrzebuję.


Paletka jest malutka, w pierwszej chwili zdziwiły mnie jej gabaryty, ale… na plus. Idealnie sprawdzi się w podróży, bo nie zajmie zbyt wiele miejsca w kosmetyczce, a do tego wyposażona jest w lusterko i podwójny aplikator, z którego zdarza mi się korzystać.
Całość wykonana jest z lekkiego plastiku i sprawia dobre wrażenie wizualne. Jakiś czas temu szata Lily Lolo przeszła odświeżenie, moim zdaniem na duży plus.
W paletce Laid Bare, co dosłownie oznacza obnażony (stąd ten tytuł postu ;) mamy 8 sprasowanych cieni w odcieniach neutralnych, nude. Wyczarujemy nią subtelny makijaż dzienny, ale też nic nie stoi na przeszkodzie, aby użyć jej w makijażu wieczorowym. Bardzo lubię taką uniwersalność.


Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, delikatnie się osypują (chyba, że użyjemy bazy Lily Lolo), ale nie jakoś szczególnie, myślę, że tak jak większość cieni (gorzej osypują się wg mnie Naked). Ich konsystencja nie jest sucha, jest za to jakby delikatnie kremowa, jedwabista. 
Cienie bardzo dobrze się nakłada, gorzej blenduje, przy dłuższym rozcieraniu tracą na swojej intensywności, ale i tak nie jest najgorzej. Spodziewałam się, że tego typu cienie będą znikać przy pracy pędzelka. Poza tym na powiece spisują się bardzo dobrze przez cały dzień, nie znikają i nie rolują się.


W skład paletki wchodzą odcienie: 

Stark Naked – subtelny różowy beż 
Au naturel – połyskujący, lekko różowy beż 
Skinny Dip – połyskujący, złoty beż 
Shy Away – połyskujący, przydymiony brąz 
Lody Godiva – połyskujący, głębokie złoto 
Birthday Suit – szary brąz 
Exhibitionist – oliwkowy brąz 
Exposed – półmat, ciemny grafit

 

Według producenta trzy cienie z paletki, a dokładnie Stark Naked, Birthday Suit i Exhibitionist to cienie matowe, i tutaj się nie zgodzę, bo są to cienie połyskujące. Jedynie ostatni cień to półmat, ale zawiera drobinki. Skoro już przy tym odcieniu jesteśmy, to Exposed jest przeze mnie najmniej lubiany. Nie raz wspominałam, że mam dość wszechobecnej czerni w paletkach, a ten odcień nie dość, że jest najmniej napigmentowany to osypuje się najbardziej. Drobinki to też średni pomysł.
Osobiście, najczęściej sięgam po pierwsze 4 cienie.



Minusami paletki może być dostępność – tylko online, w sklepie Costasy [klik!], dość wysoka cena 105,90 zł oraz brak matowych cieni. Chyba, że jesteście wielbicielkami tylko perłowych, to będziecie wniebowzięte.
Plusami są na pewno piękne kolory, świetna pigmentacja, naturalny skład, który oprócz minerałów zawiera olejki takie jak olejek jojoba, arganowy czy manuka i świetnie się sprawdzi jako kosmetyk dla alergików, osób z wrażliwymi oczami czy wegan.

Paletka była kosmetykiem limitowanym, jednak tak się spodobała klientkom, że na stałe weszła do oferty Lily Lolo, to chyba o czymś świadczy? ;) A Wy, co sądzicie o tej paletce?




Zobacz także inne posty

14 KOMENTARZE