HAUL z Mintishop: Batiste, Zoeva i Invisibobble + pierwsze wrażenie pędzli Rose Golden.

13:53


Na początku pragnę zaznaczyć, że ten post nie jest sponsorowany przez Mintishop i nie stawiam tego sklepu na piedestale, bo zamawiam z niego raczej rzadko ;) Akurat tym razem mieli wszystko to, czego potrzebowałam, więc wybór padł na tę drogerię. Chciałam jeszcze zamówić matową bazę Zoeva oraz żel do brwi z MUR, ale niestety, od bardzo dawna nie są dostępne i kto wie, kiedy będą. Długo zwlekałam z zamówieniem, ale w końcu kliknęłam – niecałe 48 godzin i paczka jest w moich rękach, a w niej… 


Suchy szampon Batiste, najnowsza wersja zapachowa - Oriental. Od dawna używam tych szamponów i tylko ich, nie mam ochoty sprawdzać innych marek. Cena nie jest wygórowana, teraz są dostępne stacjonarnie, dobrze działają, a odkąd mam jasne włosy nie przeszkadza mi bielenie ;) Jak ten pachnie to Wam jeszcze nie powiem, gdyż muszę wykończyć wersję Tropical, której zostało już niewiele, ale jak mniemam, pachnie pięknie. Jeszcze nie trafiłam na żaden zapach z Batiste, który by mi się nie podobał. Zapach jest dostępny w drogeriach stacjonarnych, w Rossmannie koszt to 14.99 zł, w Minti 12,74 zł (w promo, a w regularnej tyle samo co stacjonarnie). 


Przeźroczyste gumki Invisibobble. Kiedy się pojawiły kręciłam głową, gumki, które wyglądają jak kabel ze starego telefonu, a do tego cena jak na taki plastikowy wynalazek nie jest zbyt niska - 12,99 zł za 3 sztuki. Pojawiło się wiele podróbek, które tylko zniechęcały, ale zauważyłam je u mojej siostrzenicy, która ma grube i długie włosy, a gumki sprawdzały się u niej świetnie. Pożyczyła mi jedną, abym przetestowała i byłam pozytywnie zaskoczona. Świetnie trzymają włosy, nie ciągną i nie wyrywają włosów, nie odciskają się na włosach jak zwykłe gumki, a zawsze to było dla mnie upierdliwe, kiedy chciałam związać włosy na noc, a rano budziłam się z odciskiem. Kolejny plus to związywanie włosów naolejowanych i proste utrzymywanie ich w czystości. Jeśli za bardzo się Wam rozciągną to polecam umyć je w ciepłej wodzie. 


Pędzle Zoeva Rose Golden set. 2, czyli najbardziej pożądanych pędzli w blogosferze, ich koszt to 259 zł i nie macie co liczyć na promocje, polityka firmy tego zabrania... 
Był to mój główny zakup. Akurat moje 4 letnie pędzle Hakuro zaczynały kończyć swój zasłużony żywot, a wybór był dla mnie oczywisty, uważam, że Rose Golden to najpiękniejsze pędzle w ofercie Zoeva. Posiadam jeden pędzel tej firmy - 106, zakupiony na długo przed tym bumem na markę, był też tańszy niż obecnie. Jego jakość i miękkość jest świetna (choć nie lubię go używać zgodnie z przeznaczeniem), liczyłam, że ten zestaw będzie dla mojej twarzy niczym plusz, ale... niestety nieco się rozczarowałam. Choć nie można odmówić im jakości wykonania i tego, jak już wspomniałam wcześniej - że są piękne, bardzo cieszą oko.

Pędzel do podkładu 104 jest miły w dotyku, ale tylko w kontakcie z palcami, bo twarz drapał mi niemiłosiernie, było to bardzo nieprzyjemne doznanie, miękkość nie umywa się do Hakuro h50.

109 to pędzel na którym mi najbardziej zależało, ponieważ mój obecny do konturowania zaczął się rozklejać. Nie jest on duży gabarytowo i bardzo wygodny w użyciu w przypadku konturowania, a nawet w precyzyjnym nakładaniu rozświetlacza.

126 to pędzel, który docelowo ma służyć jako pędzel do różu, ale ja zdecydowanie wolę do tego bardziej puchowe  pędzle, zwłaszcza w przypadku róży mineralnych, aby nie pozostawiały plam. Ten pędzel sprawdzi się do subtelnego zaznaczenia policzków, ale także do bronzera czy rozświetlacza. 

Pędzle do oczu są dosyć małe i sztywne, choć miękkie. Najbardziej przypadł mi do gustu pędzel do eyelinera 317, którym bardzo wygodnie się maluje precyzyjne kreski. Natomiast pędzel do brwi 322 jest zbyt szeroki, nada się do grubszych brwi, lub szybkiego makijażu bez zbędnej precyzji, ja niestety potrzebuję czegoś mniejszego, czyli jak dotychczas Hakuro h85. Pozostałe pędzle to 226, pędzel do smużenia, bardzo wygodny. Sprawdzi się także do poprawek przy łukach brwiowych. Pędzel do zaznaczania załamania oka 228, długi, precyzjny, ale dosyć sztywny i może nas nie zadowolić w przypadku blendowania cienia w załamaniu.  I na koniec 234, czyli płaski maluszek, który mnie bardzo rozczarował. Tak mogłam sprawdzić jego gabaryty zawarte w opisie mój błąd, spodziewałam się czegoś większego w typie MAC 217.

Kosmetyczka, wygląda elegancko, jest dobrze wykonana, ale niebywale śmierdzi tanią chińszczyzną, jej koszt bez zestawu to 60 zł, bardzo drogo i nie zdecydowałabym się na jej zakup. Zapach na szczęście się ulotni i myślę, że będzie mi dobrze służyć.

Oczywiście są to moje prywatne odczucia, jednakże uważam, że pędzle Zoeva są nieco przereklamowane, daję im na razie 3+ na 5, może hejtu byłoby mniej, gdyby nie były tak mocno reklamowane jako najwspanialsze ;) Nie ma co się napalać na ich zakup, dokładnie go przemyślcie, bo możecie się rozczarować, Liczę, że po kilku myciach staną się one nieco bardziej delikatne dla mojej skóry i że będą mi dobrze służyć. Na pewno o tym, czy moje pierwsze wrażenie (które nie jest zbyt pozytywne) zmieniło się, dowiecie się jako pierwsze.



Zobacz także inne posty

14 KOMENTARZE