Golden Rose Creamy Blush Stick, kremowe róże - wszystkie odcienie!

21:53

Miesiąc temu pokazywałam Wam na kanale makijaż wykonany kosmetykami Golden Rose [KLIK!], wśród wybranych przeze mnie kosmetyków była nowość, a mianowicie róże w kremie czyli o konsystencji, która powoli zdobywa serca Polek. Dzisiaj, pora na ich recenzje oraz prezentacje wszystkich odcieni jakie są dostępne :) 



Kremowe róże zamknięte są w czarnym matowym sztyfcie, nie wygląda on jakoś tandetnie i nie zabiera za dużo miejsca w toaletce. Sama zawartość produktu to 10,5 g, a cena to 19,90 zł, dostępne jest 6 odcieni, gdzie znajdziemy zarówno róże o satynowym wykończeniu jak i te matowe. 

Początkowo bałam się, że róże będą zbyt suche i trudno się będzie z nimi pracować. Zanim wypróbowałam róże od GR miałam styczność tylko z jednym kremowym różem od Rimmel i niestety nie były to owocne testy. Choć po wysunięciu sztyftu można mieć wrażenie, że róże od GR faktycznie są dość suche to w kontakcie ze skórą nie stawiają oporu, a obawiałam się, że będą tępe - na szczęście faktycznie są kremowe, co czuć już przy nakładaniu. 

Zaletą kremowych róży jest wykończenie jakie dają, doceni je zwłaszcza cera sucha. Można sobie wyczarować niezwykle naturalny rumieniec, od bardzo subtelnego po widocznie zaznaczonego polika. Efekt można stopniować, lepiej zacząć od mniejszej ilości, choć ładnie się wtapiają i trochę tracą na intensywności kiedy je blendujemy, to jednak można przesadzić i wyglądać jak matrioszka, są dobrze napigmentowane. 
Róże nakładam na nieprzypudrowany podkład, w myśl zasady mokre na mokre, suche na suche. Nie stawiają oporu aby je wyblendować palcami, syntetycznym pędzlem czy gąbeczką, ta trzecia opcja sprawdza się według mnie najlepiej. Nie znikają z twarzy i nie zostawiają plam podczas ich wpracowywania w skórę, na twarzy utrzymają się do kilku godzin, schodzą równomiernie. Jedyny mankament jaki zauważam, to nie lubią się z zastygającymi podkładami, trzeba wtedy z nimi dłużej pracować, bo gorzej się rozcierają na takiej bazie.



101 - to subtelny delikatnie satynowy odcień, przypomina naturalny rumieniec. Idealny na co dzień, tonacja w stronę ciepłej.
102 - tzw, brudny róż, nieco bardziej chłodny niż 101. Jest ciemniejszy, ale świetnie nada się przy makijażu dziennym.
103 - tutaj już można zauważyć o wiele więcej brązowych tonów, wykończenie satynowe i to bardziej niż w 101, w sztyfcie widać miałkie drobinki, które delikatnie odbijają światło - nie mylić z brokatem. Można go stosować zamiast bronzera. 



104 - to typowy mat, jest subtelny, idealny na co dzień dla dziewczyn o chłodniejszej karnacji u których 101 może być za ciepły.
105 - róż z dodatkiem tonów brązowych i delikatnie wpadających w burgund. Bardzo fajnie będzie wyglądał u kobiet o ciemnej karnacji, jest to też fajny odcień na sezon jesień-zima. Wykończenie satynowe.
106 - jest różem rozświetlającym o wykończeniu łososiowym, czyli nie sprawdzi się u osób z chłodnym typem urody. Pięknie ożywia poliki i nie wymaga dokładania rozświetlacza.

Odcienie po które sięgam najczęściej? Ciekawe czy byście zgadły! Jestem typem raczej mieszanym jeżeli chodzi o typ urody, dlatego dobrze się czuję zarówno w 101 jak i w 104, z przyjemnością sięgam też po 102, rzadziej po 103 i 106, a najrzadziej po 105.

Jaki odcień podoba się Wam najbardziej? Macie zamiar przetestować kremowe róże Golden Rose?


Zobacz także inne posty

13 KOMENTARZE